Mateusz Ricci (1552-1610), prorok nowej ewangelizacji - John O'Malley SJ

John O'Malley SJ, „Słowo wśród nas”, rok 23, nr 6/2013 (238); medytacje na każdy dzień.

O. Mateusz Ricci i jego nowatorska misja.

Jak przekonać rozwinięte społeczeństwo o wyrafinowanej kulturze, że pomimo całego swego dorobku rozmija się z najważniejszą ze wszystkich prawd? Jak nieść Ewangelię ludziom chlubiącym się swoim własnym bogatym dziedzictwem duchowym? Przed takim wyzwaniem stanęli odważni jezuici, którzy w XVI wieku wyruszyli na misje do Chin. U szczytu panowania dynastii Ming Chińczycy uważali się za naród przewyższający kulturą wszystkie inne.

A ponieważ swoją opinię o Europejczykach kształtowali na podstawie kontaktów z chciwymi na grosz europejskimi kupcami, trudno się dziwić, że wszyscy mieszkańcy Zachodu byli w ich oczach „barbarzyńcami". Jednak w 1583 roku do Chin przybyli dwaj włoscy jezuici, Mateusz Ricci i Michał Ruggieri, rozpoczynając tam misję, która wydała wiele owoców dla Chrystusa. Jak im się to udało? Ta zdumiewająca historia wiąże się z osobą Mateusza Ricciego oraz jego pionierskiego nastawienia do ewangelizacji. Chociaż wielu współczesnych katolików nie słyszało nawet o nim, to od o. Ricciego możemy się sporo nauczyć, zwłaszcza podejmując wezwanie do nowej ewangelizacji.

Być wszystkim dla wszystkich

Ściśle rzecz ujmując, postawa Ricciego nie była czymś absolutnie nowym. Tę samą strategię stosował już św. Paweł i pierwsi chrześcijanie: „Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych" (1 Kor 9,22). Jak^św. Paweł, będący Żydem w każdym calu, zdobył się na to, by stać się „wszystkim" dla otaczających go pogan, tak samo włoscy jezuici upodobnili się do Chińczyków - pozostając jednak chrześcijanami - aby nieść im Dobrą Nowinę w sposób zrozumiały, budzący szacunek i ułatwiający jej przyjęcie. Tak więc aż do 1773 roku, kiedy intrygi polityczne doprowadziły do czasowej kasaty zakonu jezuitów, o. Ricci i jego następcy pracowali nad pogodzeniem kultury chińskiej z katolicyzmem. Wzorem św. Pawła przyjmowali to, co było w tej kulturze dobrego, pracując nad wykorzenieniem tych jej elementów, które sprzeciwiały się drodze Pańskiej.

Paszport do Chin

Mateusz Ricci urodził się w 1552 roku w małym włoskim miasteczku Macerata. Ukończył tam szkołę jezuicką, a następnie pojechał do Rzymu, aby studiować prawo. Niedługo potem poczuł się powołany przez Boga do zakonu jezuitów. W prowadzonym przez swój zakon Kolegium Rzymskim (obecnie Uniwersytet Gregoriański) młody Ricci miał szczęście znaleźć nauczycieli i wychowawców, którzy dobrze go przygotowali do przyszłej misji. Jednym z nich był Krzysztof Klawiusz, wielki matematyk, fizyk i astronom zakonu jezuitów, który przyczynił się do opracowania używanego przez nas obecnie kalendarza gregoriańskiego. Pod kierunkiem Klaw^usza Mateusz Ricci poznawał najnowsze europejskie odkrycia nauk przyrodniczych swoich czasów. Uczęszczał też na wykłady jezuickiego kardynała (i przyszłego świętego) Roberta Bellarmina, mistrza w dziedzinie doktryny katolickiej i sztuki dialogu.

Mistrzem nowicjatu Mateusza był o. Aleksander Valignano, który później został odpowiedzialnym za wszystkie misje katolickie na Dalekim Wschodzie. Duchowny ten był geniuszem w dziedzinie nowego podejścia do ewangelizacji. Powierzając Ricciemu przełożeństwo misji chińskiej, nakazał mu naukę języka i zapoznanie się z klasykami literatury chińskiej. Aby przeciwstawić się stereotypowi człowieka Zachodu jako prostackiego, zagranicznego agresora, Valignano udzielił Ricciemu i Ruggieriemu pozwolenia na ubieranie się w podobny sposób, co wykształceni mężczyźni z otoczenia cesarza.

Mędrzec od Zachodu

Ricci poświęcił pierwsze pięć lat pobytu w Chinach na naukę języka chińskiego. Ponieważ dużym szacunkiem obdarzano tam ludzi znających na pamięć teksty klasyków, uczył się recytować długie ich fragmenty. Wraz z Ruggierim sporządzili również słownik portugalsko-chiński, pierwsze takie dzieło w jakimkolwiek europejskim języku. Dla potrzeb tego dzieła misjonarze opracowali system transkrypcji znaków chińskich na alfabet łaciński. Słownik ten, wraz z kolejnym tomem omawiającym brzmienie dźwięków w sylabach chińskich, stał się bezcenną pomocą dla wszystkich misjonarzy przybywających do Chin.

Miał on również ogromne znaczenie kulturowe, gdyż po raz pierwszy chiński stał się dostępny dla szerokiego grona czytelników. Po opanowaniu klasycznej chińszczyzny Ricci zajął się też tłumaczeniem na łacinę Czterech Ksiąg Konfucjusza, co stało się kolejnym przełomowym aktem w przekraczaniu przepaści pomiędzy Wschodem a Zachodem. Ricci zjednał sobie akceptację i szacunek również dzięki znajomości osiągnięć matematycznych i przyrodniczych Zachodu. Opracował, na przykład, pierwszą wielkoskalową mapę świata w stylu europejskim, jaką zobaczyli Chińczycy. Mapa ta - wraz z innymi dokonaniami Ricciego - nie tylko zafascynowała Chińczyków i znacznie poszerzyła ich wiedzę o świecie, ale także wzbudziła zainteresowanie samego cesarza.

Aby Jezus był znany

Intelektualne sukcesy Mateusza Ricciego nie były celem samym w sobie. Jak powiedział papież Benedykt XVI w przemówieniu z 2010 roku: „O. Ricci nie pojechał do Chin po to, by zanieść tam naukę i kulturę Zachodu, ale by zanieść tam Ewangelię, by ludzie mogli poznać Boga". Ricci nie pozostawił dziennika duchowego ani nawet listów, w których opisywałby swoje życie duchowe, jednak jego całkowite oddanie misji chińskiej jest świadectwem jego głębokiej miłości do Pana. Aby zanieść Chińczykom Chrystusa, „oddał życie" (por. J 15,13) Europejczyka i re/począł zupełnie nowe życie w odległym kraju.

W jednym z listów do Włoch Ricci napisał: „Ja sam i wszyscy, którzy tu jesteśmy, dniem i nocą nie marzymy o niczym innym, jak o nawróceniu Chińczyków. W tym celu opuściliśmy naszą ojczyznę i drogich przyjaciół, ubierając się w chińską odzież i obuwie. Mówimy, jemy, pijemy i ubieramy się jedynie według obyczajów tego kraju". Stawiając sobie ambitny cel, Ricci pragnął spotkać i przekonać do wiary chrześcijańskiej nieśmiałego cesarza Wan Li. Konsekwentnie dążył do tego celu przez piętnaście lat, powoli przybliżając się do Pekinu.

Chociaż jednak stał się pierwszym przybyszem z Zachodu zaproszonym do Zakazanego Miasta - kompleksu pałacowego w centrum stolicy - nie doszło do osobistego spotkania z cesarzem. Niemniej jednak władca był pod głębokim wrażeniem tego, co słyszał o Riccim i jego towarzyszach. Był też zafascynowany przesłanymi mu przez nich darami - przedmiotami, których Chińczycy nigdy wcześniej nie widzieli: zegarami, klawikordem oraz obrazami olejnymi. Wan Li odwzajemnił się, roztaczając nad jezuitami swoją opiekę. Wypłacił im też stypendium oraz dał pozwolenie na budowę pierwszego kościoła katolickiego w Pekinie.

Drzwi domu misjonarzy w Mieście Cesarskim były otwarte dla wszystkich, którzy chcieli z nimi rozmawiać. Nawrócenia dokonujące się w wyniku tych rozmów, choć nieliczne, były jednak bardzo istotne. Wśród odwiedzających, którzy przyjęli Chrystusa, znalazło się trzech słynnych uczonych, którzy znani są dziś jako „trzy wielkie filary" chińskiego katolicyzmu. Szacunek cesarza oraz najwyższych urzędników dworskich dla jezuickich misjonarzy oraz nawróconych przez nich Chińczyków zapewnił im bezpieczeństwo na terenie całego kraju. Misjonarze mogli pełnić swoją posługę bez lęku przed uwięzieniem czy wygnaniem. Przynosiła też ona owoce. Sto lat po śmierci Ricciego w Chinach było już około dwustu tysięcy katolików, a spośród działających w tym kraju osiemdziesięciu czterech jezuickich księży dziewięciu było rodowitymi Chińczykami.

Lud czekający na Chrystusa

W swojej najbardziej znanej książce, Prawdziwe znaczenie Pana niebios, Mateusz Ricci próbował wykazać zbieżności pomiędzy chrześcijaństwem a nauką Konfucjusza. Przedstawiał chrześcijaństwo nie jako coś nowego czy obcego kulturze chińskiej, ale jako jej dopełnienie. Chrześcijaństwo według Ricciego było tym, na co Chińczycy czekali od dawna, nie będąc tego świadomi. Dalekowzroczna postawa Ricciego budziła jednak niepokój, a czasem nawet ostrą krytykę w Kościele. Ricci, a także jezuici, którzy przyszli po nim, byli zmuszeni bronić się przed zarzutami. Historia misji chińskich niemal zatarła się w zbiorowej opinii katolików aż do połowy XX wieku, kiedy to Kościół dał misjonarzom oficjalną aprobatę na przystosowywanie się do odmiennych kultur.

Sobór Watykański II, podtrzymując stanowisko, że doktryna katolicka musi pozostać nienaruszona, zachęcił dzieci Kościoła, aby w kontaktach z innymi religiami „poznawały, zachowywały i rozwijały te dobra duchowe i moralne, jak również te wartości społeczno-kulturalne, które się w nich znajdują" (Nostra aetate, 2). Pozwolił także na wprowadzanie do liturgii ich symboli i obyczajów, o ile nie są zabobonne. Ricci zmarł w Pekinie 11 maja 1610 roku. Został tam pochowany, będąc pierwszym cudzoziemcem, którego spotkał ten zaszczyt. Przeżył w Chinach dwadzieścia siedem ze swoich pięćdziesięciu ośmiu lat życia, nie odwiedzając ani razu rodzinnych Włoch.

Człowiek dialogu

 O. Mateusz Ricci pozostawił po sobie trwały ślad. Ci. którzy go znali, szanowali w nim człowieka głębokiej, niezachwianej wiary i heroicznej cnot}'. Podczas Soboru Watykańskiego II ci z biskupów chińskich, którzy byli w stanie przybyć, jednogłośnie zwrócili się z prośbą do papieża Pawła VI o rozpoczęcie procesu kanonizacyjnego o. Ricciego. Obecnie przysługuje mu tytuł Sługi Bożego. Dziś w komunistycznych Chinach Ricci jest ogólnie szanowany jako znakomity mediator pomiędzy kulturami. Pod swoim chińskim imieniem, Li Madou, zdobył sobie sławę jako „wielki uczony" z Zachodu - cudzoziemiec, który ukochał Chiny i starał się akceptować ich mieszkańców takimi, jakimi byli.

W podobnym duchu mówił o Riccim papież Benedykt XVI, chwaląc go za „budowanie owocnego dialogu pomiędzy Wschodem a Zachodem, a także za skuteczne zaszczepianie Ewangelii w kulturze wielkiego narodu chińskiego". W Roku Wiary prośmy o wstawiennictwo Mateusza Ricciego, powierzając mu dzieło nowej ewangelizacji. Obyśmy potrafili naśladować jego tolerancję, współczucie i szacunek wobec tych, którzy różnią się od nas. Obyśmy, jak on, otworzyli się na nowe formy działania. Ogarnijmy też modlitwą naród chiński, tak bardzo umiłowany przez o. Mateusza Ricciego.